Forum BIAŁY OWCZAREK  Strona Główna BIAŁY OWCZAREK
Forum Białego Owczarka Szwajcarskiego. Zapraszamy!
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

MISTY - pies śpiący na stojąco

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum BIAŁY OWCZAREK Strona Główna -> Psy w potrzebie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
aggie




Dołączył: 21 Mar 2009
Posty: 228
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:02, 09 Wrz 2010    Temat postu: MISTY - pies śpiący na stojąco

"Kiedy wrócisz zmęczony z pracy, spróbuj zamknąć oczy i zasnąć. Próbuj odpoczywać nie kładąc się na tapczanie. Wyobraź sobie, że jak się położysz, każdy kawałeczek Twojej skóry będzie bolał jeszcze bardziej niż jak stoisz. Spróbuj wystać tak, choć kilka godzin."

Przeczytajcie i jeśli możecie to pomóżcie Misty
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
czarna
ADMINISTRATOR



Dołączył: 06 Lis 2006
Posty: 3918
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Świętokrzyskie

PostWysłany: Czw 17:57, 09 Wrz 2010    Temat postu:

O Boże... Jak można doprowadzic psa do takiego stanu?!
Historia Misty przypomniała mi sytuację jaka miała miejsce wiosną tego roku. To musiał byc kwiecień, bo chodziłam już z brzucholem jak bania i ledwo toczyłam się przez miasto Wink Nagle na chodniku, pod latarnią zauważyłam psa... Od razu wydał mi się jakiś dziwny - stał, jakby opierając się o latarnię. Podeszłam bliżej i własnym oczom nie wierzyłam. Dawno czegoś takiego nie widziałam. Na jednym boku tego niewielkiego, leciwego już psa była wielka, ropiejąca, cuchnąca rana. Pies po prostu gnił żywcem. Ludzie przechodzili udając, ze nie widzą psa, a była to jedna z głównych ulic Staszowa, przy której mieści się urząd miasta, banki, hipermarket, więc ruch spory. Zadzwoniłam do Pawła, który załatwiał sprawy w innej części miasta, żeby podjechał samochodem. Nie było mowy, żeby zostawic tam psa. Stałam przy tym psie, czekałam z nim na Pawła, pies nie uciekał nawet, nie miał siły. I nagle ludzie zaczęli się interesowac, mówili "jaki biedny piesek" itd Evil or Very Mad Niektórzy nawet wiedzieli czyj to pies. Pomyślałam jednak, ze skoro właściciel dopuścił by pies był w takim stanie, nie ma powodu bym właściciela szukała i informowała go o tym co z psem zamierzam zrobic. A zamierzałam go niestety uśpic. Ten pies cierpiał niewyobrażalnie, był już starutki. Leczenie byłoby możliwe pod warunkiem, że ktoś konsekwentnie by je poprowadził odwiedzając regularnie lekarza. Gdy napatoczył się w końcu właściciel, wiedziałam, ze na leczenie szans nie ma. Facet koło 40-tki, jak sam mówił bezrobotny, ale wyraźnie lubiący wypic. Z pewnością nie "trwoniłby" pieniędzy na psa. Wyraziłam swoje oburzenie, facet nawet przyznał mi rację. Nie protestował gdy powiedziałam, że trzeba psu te męki przerwac i że zawieziemy zwierzaka do lecznicy (wiedziałam, że właściciel by tam psa nie doprowadził).
Zawieźliśmy psa do lecznicy. Lekarz odmówił uśpienia psa, twierdząc, że jest on do wyleczenia. Zupełnie jakby nie widział kim jest jego właściciel. Powiedział, że trzeba oczyścic rany (były to jak się okazało rany po pogryzieniu przez dużego psa), podawac antybiotyk, przemywac ranę i jest szansa, że pies z tego wyjdzie.
Psiak był tak słaby, że przy wycinaniu gnijącego mięsa nawet nie drgnął. Trzymałam mu głowę przy tym zabiegu, pies tylko leciutko dygotał, chyba ze strachu.
Nigdy potem nie widziałam tego psa, a przechodzę tamtędy często. Przypuszczam, że pies skonał w męczarniach. Do tej pory mam za złe wetowi, że potraktował sprawę ambicjonalnie. Tymczasem właściciel nie zjawił się z psem nigdy więcej w lecznicy, mimo zaleceń.

Osobiście jestem przeciwna ratowania zwierzęcia za wszelką cenę. Bywa przecież tak, że mimo udzielenia pomocy zwierzę ma tak kiepskie perspektywy, że bardziej humanitarnie jest je uśpic. Misty miała szczęście - trafiła na ludzi, którzy chcą i potrafią jej pomóc. Rudy (tak się nazywał psiak) tego szczęścia nie miał Sad


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
aggie




Dołączył: 21 Mar 2009
Posty: 228
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:19, 09 Wrz 2010    Temat postu:

Marta nie wiem, w głowie mi się nie mieści jak można...
Za doprowadzenie psa do takiego stanu powinny być naprawdę dotkliwe kary, może wtedy ludzie by się opamiętali, może nie braliby psów bezmyślnie, może zaczęli myśleć o psach inaczej, ale u nas to tylko marzenia...
Co do historii co Ty opisałaś, to wcale mnie to nie dziwi, że nikt się psem nie zainteresował, znając troszkę psychologii wręcz należy uznać to niestety za normalne. Tzw. efekt widza. I to się tyczy nie tylko zwierzaków, ale i ludzi, ostatnio głośno było o przypadku, jak facet na ruchliwej ulicy w Nowym Jorku wykrwawił się na śmierć, mijało go całe mnóstwo osób, nikt nie zareagował. Paradoksalnie im bardziej ruchliwe miejsce, tym trudniej o pomoc. Ja sama kiedyś byłam świadkiem wypadku, facet potrącił na pasach staruszkę, zebrało się mnóstwo osób, ale oprócz mnie, kierowcy i chłopca z podstawówki pomóc nie kwapił się nikt. Jak dzwoniąc po pogotowie krzyknęłam, żeby ktoś poszedł do przychodni po drugiej stronie ulicy zawołać lekarza, to usłyszałam, że i tak nie ma po co, bo i tak nikt nie przyjdzie. Do tego jeszcze Ci ludzie komentowali, jak obok przejeżdżały samochody, że "nawet się żaden nie zatrzyma i nie zainteresuje". Oni uważali, że spełnili swój obowiązek stojąc tam i się gapiąc, i byli święcie oburzeni, że inni nie robią tego samego, ręce mi opadły. Skoro tak się reaguje wobec ludzi, to jak oczekiwać, że ktoś się przejmie biednym psiakiem. Smutne...

Psiaka z Twojej historii szkoda, też uważam, że dla niego najlepszym wyjściem byłoby uśpienie.
Misty ma naprawdę bardzo dużo szczęścia. A tak na marginesie, to piękny z niej pies, nawet jako taki łysolek ślicznie się prezentuje


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez aggie dnia Czw 18:38, 09 Wrz 2010, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
czarna
ADMINISTRATOR



Dołączył: 06 Lis 2006
Posty: 3918
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Świętokrzyskie

PostWysłany: Czw 18:35, 09 Wrz 2010    Temat postu:

Jak się ogarnę wrzucę ją na FB, może ktoś ją dojrzy albo chociaż wspomoże jej leczenie... Ech... Confused

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BeataU




Dołączył: 18 Kwi 2007
Posty: 222
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kielce

PostWysłany: Czw 20:40, 09 Wrz 2010    Temat postu:

Straszne, że zwierzęta tak cierpią z powodu okrucieństwa, zaniedbania, głupoty, itp.... Sad Niestety niektórzy ludzie tacy są i w stosunku do zwierząt, i ludzi. Też miałam okazję być świadkiem podobnych sytuacji jak Aggie. Tragedia Confused

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum BIAŁY OWCZAREK Strona Główna -> Psy w potrzebie Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Regulamin